Z radością prezentujemy pierwsze dłuższe opowiadanie autorstwa jednego z członków KMP
Słońce było już wysoko na niebie. Janek szedł spokojnie ulicą. Odgłosy przejeżdżających samochodów i klaksonów uspokajały go. Spojrzał na wyświetlacz swojej komórki – 7:45, ma sporo czasu, nie musi się śpieszyć. Jeszcze raz obejrzał swoją komórkę. Ach! Jak bardzo on ją kochał. Najnowszy model Samsunga z czterocalowym wyświetlaczem dotykowym. Schował telefon, gdy za zakrętem wyłoniły się mury szkoły. Lekcje miały zacząć się dopiero o dziewiątej. Ani jedna chrumka nie zakrywała błękitnego nieba. Wszedł na teren szkoły i stojąc pod murem znowu zaczął bawić się swoją komórką i przeglądać stare zdjęcia. Tak…, dziesięć gigabajtów pamięci to niewątpliwa zaleta tego telefonu. Tak minęło piętnaście minut, niebo nagle poszarzało, a hałas uliczny natężył się, pogoda ewidentnie miała się zmienić.
Gdy wreszcie spojrzał w stronę bramy ujrzał Kubę. Jak zwykle w swojej ogromnej kurtce i czarnej czapce z daszkiem. Z tym wyglądem uchodził za osobę charakterystyczną w tej szkole.
- Siema stary! Jak tam? – zagadnął Kuba jak tylko zbliżył się na dwa metry. Janek kiwnął głową i usiedli razem na ławce.
- Hej Kuba…, a może by się tak wyrwać gdzieś dzisiaj razem… Tak jakoś nie chce mi się do tej budy…
- Spoko kolego, ze mną jak z nikim innym, sam wiesz…
- No to dobra, mamy osiemnaście minut, żeby coś wykombinować, później zleci się tutaj za dużo uczniów – odpowiedział Janek.
- Ty leniu jeden pewnie znowu wszystko ja mam wymyślać?! – zażartował Kuba. Niebo całkiem już zachmurzyło się i czarne cumulusy zebrały się nad dachem trzypiętrowego gmachu szkoły. Obok Kuby i Janka przeszło dwóch chłopaków i przeskoczyło szkolny mur, to dodało im pewności siebie. Lekka mżawka spadła na trawę i zamydliła szkolne okna. Janek nie przejmował się nią, nie przejmował się żadnym deszczem, nawet lubił go. Gdyby miał parasol i tak by go nie użył. Kuba założył kaptur kurtki i spojrzał na niego.
- Gościu, bo się przeziębisz… - warknął.
Wyruszyli w drogę, przy bramie minęli kolejną grupkę uczniów.
- Heja! – odezwał się jeden z nich. Janek nawet się nie odwrócił, szli dalej, w końcu Kuba przerwał milczenie.
- Czasem zastanawiam się nad twoim tokiem myślenia…
- Kuba ja nie mam żadnego toku… - roześmiali się.
Lekka mżawka przemieniła się w jednej chwili w ulewę. Niebo zabłysnęło, a nad miastem rozległ się potężny huk.
Kuba znowu odezwał się:
- Do licha co z tą pogodą? Zupełnie jakby wyczuła, że chcemy się stąd zmyć. Szli dalej omijając wielkie kałuże. Wiatr zaczął targać nimi na wszystkie strony i musieli usuwać się z krawędzi chodnika, by nie zostać oblanym przez przejeżdżające samochody.
- To idziemy na stację? – spytał Janek.
- Eeee, no właśnie…, jest problem – Kuba podrapał się w tył głowy. Wczoraj tam byłem i zauważyłem bandę małolatów.
- No co ty?! Boisz się przedszkolaków? – parsknął Janek.
- Jednego nie, dwudziestu… - chyba zaczynam się wahać…, ale mam pomysł! – zapowiedział Kuba.
- O lubię ten wyraz twarzy! – uśmiechnął się Janek.
Przekroczyli ulicę i weszli do wielkiego centrum handlowego. Podeszli do publicznego telefonu.
- Co robisz? Możesz użyć mojego.
- Nie, namierzą cię – powiedział Kuba i wystukał trzycyfrowy numer.
- Policja? Chciałbym zgłosić akt wandalizmu i chuligaństwa na starej stacji kolejowej. Tak mam ponad 18 lat. – Kuba starał się aby jego głos brzmiał dorośle. – Nie, nie mieszkam tutaj, nocuję w hotelu.
Janek z trudem powstrzymywał się od śmiechu.
- Tak, oczywiście. Ulica Stanowa, Paradise Hotel, pokój nr 205 – Ciągnął Kuba. – Dziękuję i do zobaczenia o szóstej.
- Tego się nie spodziewałem – powiedział Janek, gdy Kuba odłożył słuchawkę.
- Chodźmy stąd, teraz nie możemy iść na stację, gliny będą się tam plątały, ale za to będziemy mieć czysty teren na jutro – powiedział Kuba z tym charakterystycznym dla niego uśmieszkiem.
- W taką pogodę chyba nie ma sensu szwędać się po mieście. Wracamy do szkoły? - zapytał.
- Dobra tylko będziemy musieli podrobić zwolnienie lekarskie – powiedział Janek.
- O to się nie martw – odpowiedział Kuba tonem fachowca. – Załatwi się.
Wyszli na zewnątrz, nadal padało, lecz pioruny ustały.
- Może pójdziemy dłuższą drogą…? – zaśmiał się Kuba.
Jerzy Baran - 16 lat
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).